2026-01-29

Raport z frontu robótkowego (8)

 Styczniowe dzierganie dobiega końca. To był dobry, fajny miesiąc dziergania na luzie, bez żadnej presji, bez większych oczekiwań i wymagań.

Pierwsza ukończona rzecz to czapka, która powstała ze wzoru na Musselburgh od Ysolda Teague. Wzór jest o tyle ciekawy, że właściwie można tę czapkę wydziergać ze wszystkich możliwych kombinacji włóczek, bo nie zakłada żadnej konkretnej próbki obliczeniowej. Zamiast tego mamy tabelkę i po przerobieniu kilku rzędów początkowych możemy sobie sprawdzić ile oczek na 10 cm nam wychodzi w robótce (bez blokowania) i na podstawie wyniku podążać dalej za instrukcjami. Także u mnie ta kombinacja była dość specyficzna, bo zdecydowałam się na połączenie ze sobą trzech różnych nitek. I mamy tutaj Arwette od Filcolany (kol. 334), moher Tilia również od Filcolany (kol. 373) oraz nitkę z mini cekinkami Make It Blümchen od Rico Design (kol. 1) i to wszystko przerabiane na drutach w rozmiarze 3,00 mm. Zużycie włóczek to mniej więcej 1,5 motka Arwetty i tak samo Tilli, natomiast cekinów szacując po metrażu pozostałych włóczek - około 0,7 szpulki. Konstrukcyjne jest to pewnego rodzaju tuba zawijana do środka, więc tak naprawdę mamy podwójną warstwę dzianiny, a dodatkowo jest na tyle długa, że można ją zawijać ponownie na uszach, więc dostajemy aż 4 warstwy grzejące! Wzór jest naprawdę godny uwagi i polecenia. 


 Różowa Musselburgh trafiła do mojej siostrzenicy, więc postanowiłam pokusić się o własną wersję (zima nie odpuszcza a moja czapka z Peer Gynt wydawała się być niewystarczająca ciepła na takie mrozy) ale w w związku z brakiem odpowiedniego motka z cekinami, w mojej wersji tylko dwie nitki. Również Arwetta od Filcolany (kol. 148) oraz tym razem Drops Kid-Silk (kol. 66), ale druty te same 3,00 mm. Moja wersja jest nieco dłuższa, więc zużyłam około 1,7 motka Arwetty i 1,5 motka kid-silka. 

 


 Ostatnią rzeczą jaką udało mi się skończyć w styczniu są skarpetki, które powstały na bazie wzór DRK Everyday Sock od Andrea Mowry z włóczki Zauberball Crazy od Schoppel-Wolle (kol. 2692) na drutach 2,00 mm. W tej wersji spód stopy przerabiam ściegiem gładkim i moim zdaniem to naprawdę wygląda lepiej niż, gdy przerabia się je ściągaczem, więc na drutach mam kolejne skarpetki w tej samej odsłonie, choć z innej włóczki. Skarpetki są większe niż zazwyczaj dziergam dla siebie, więc razem z czapką powędrowały do siostry.


 Okazuję się, że choć szafa pełna swetrów to przy takich mrozach najchętniej noszę tylko dwa z nich - jeden to sweter z Peer Gynt w warkoczy - gruby i ciepły, a drugi to sweter z Lettlopi Lopi, typowy Lopapeysa, choć ponoć nie wolno tak mówić o swetrach wydzierganych poza Islandią. No serio, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie jak nazwę swój własny sweter wydziergany dla samej siebie ze oryginalnego wzoru, który kupiłam i oryginalnej islandzkiej wełny. Nie dajmy się zwariować. 

W każdym razie, skoro zima nie odpuszcza, to na druty wskoczył kolejny sweter z Lettlopi, ten sam wzór (Riddari) ale w innej kombinacji kolorystycznej. Szybko przybywa, więc jest szansa, że może zdążę go ponosić jeszcze tej zimy. 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(11)

Zerkam wstecz i mam wrażenie, że w tym roku udaje mi się kończyć o wiele więcej projektów niż jeszcze rok wcześniej. Nie wiem z czego to wyn...